Dawno nie pisałam, bo mało kto trafia na mojego bloga, lecz stało się coś co muszę opisać...
Wczoraj wieczorem poczułam się strasznie źle. Chodziłam taka rozstrojona. Nie mogłam się na niczym skupić... Wyszłam na chwile na balkon. Miałam ochotę coś sobie zrobić... Nachodziły mnie dziwne myśli... Nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Nagle przyszło mi do głowy żeby wyjść na spacer. Było to koło 20. Wyszłam z bloku, chciało mi się płakać, a z drugiej strony nie mogłam. Poszłam w miejsce w które przychodziliśmy z moim chłopakiem, na drodze rowerowej koło rzeki. Siadłam tam. Po chwili poszłam dalej, na most. Czułam taką niemoc... Ściskałam barierkę z całej siły. Chciałam się wyzbyć tych uczuć... Tego czegoś. Ciągle pytałam się siebie co się ze mną dzieje.[w tym momencie na chwile zeszłam z tej drogi na bok i zaczęłam walić pięściami w ziemię tak strasznie się czułam ale nagle zaczęła mnie strasznie boleć i kłóć żyła...] Nic już nie widziałam, nic nie miało sensu. Poszłam na małą wysepkę. [po drodze zobaczyłam jakichś ludzi, gapili się na mnie bo było zimno a ja wyszłam w bluzce z krótkim rękawem i bardzo krótkich spodenkach] Byłam tam dwa dni wcześniej z chłopakiem, ale coś się zmieniło... Ziemia była taka... no wyglądało jakby ktoś coś dużego tam zakopał, na początku się tym nie przejęłam, ale potem zaczęłam się temu przeglądać, wyraźnie widziałam ślady łopaty. Nagle naszła mnie dziwna myśl... Ale zignorowałam ją. Czułam że... może to głupie ale że tam ktoś jest... Że tam jest ktoś zakopany... nie rozumiałam tego, więc nie myślałam o tym tylko poszłam sobie. Jak wracałam spotkałam tych samych ludzi, stali sobie w tym samym miejscu i rozmawiali. Poszłam w stronę domu, bo powiedziałam że niedługo wrócę. Usłyszałam że ktoś za mną idzie, to był jeden z mężczyzn których mijałam. Szedł szybko więc myślałam że szybko zniknie mi z oczu, ale zamiast tego dostosował się do mojego tępa i zapytał czy to trening, powiedziałam że tak jakby spacer bo nie miałam zamiaru się mu zwierzać... nie znałam go. Lecz on po chwili zaczął opowiadać o tym... że zginęła mu żona z dzieckiem, dwa dni wcześniej. Strasznie się poczułam. Od razu pomyślałam o tej wysepce. On opowiadał o niej, pokazał mi zdjęcie, potem opowiadał o sobie, ja prawie ciągle milczałam. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, jak go pocieszyć... Rozeszliśmy się po kilku minutach. Chwilę po tym jak straciłam go z oczu wybuchłam płaczem. Pobiegłam do domu. Na klatce olśniło mnie... Znałam kobietę z tego zdjęcia... To była jakaś znajoma mojej mamy... I jego też widziałam... Nie wiem czemu nie skojarzyłam tego wcześniej. Trzepnęło mną porządnie. Nic do mnie nie dochodziło. Teraz wiem że muszę z nim pogadać, ale nie wiem jak go znaleźć, przedstawiał mi się, lecz to działo się tak szybko a ja byłam w takim stanie że nie zapamiętałam. Wiem o nim trochę szczegółów ale to za mało żebym mogła znaleźć go sama... tu już potrzebuję pomocy...
Czuję, że czułam się tak wczoraj dlatego... że musiałam tam pójść, musiałam spotkać tego mężczyznę... Po prostu tak miało być... Ale dlaczego? ;x muszę z nim pogadać... Dziś spróbuję pójść w to miejsce o tej samej porze, może dowiem się czegoś... lub spotkam go znów... choć to chyba bało możliwe.
idz z kimś i odkopcie tą górkę. ja bym tak zrobiła c:
OdpowiedzUsuńNiestety nikomu o tym nie powiem... przyjaciółka tego nie zrobi ze mną... a chłopaka nie chcę mieszać. Myślałam o tym żeby odkopać ale jednak po prostu nie mogę...
OdpowiedzUsuńi co dalej z tym zrobiłaś?
OdpowiedzUsuńdzięki <3