Czy aby na pewno zwykła?
Całe życie goni nas przeszłość...
wtorek, 30 lipca 2013
sobota, 11 sierpnia 2012
Wydarzenie z wczoraj...
Dawno nie pisałam, bo mało kto trafia na mojego bloga, lecz stało się coś co muszę opisać...
Wczoraj wieczorem poczułam się strasznie źle. Chodziłam taka rozstrojona. Nie mogłam się na niczym skupić... Wyszłam na chwile na balkon. Miałam ochotę coś sobie zrobić... Nachodziły mnie dziwne myśli... Nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Nagle przyszło mi do głowy żeby wyjść na spacer. Było to koło 20. Wyszłam z bloku, chciało mi się płakać, a z drugiej strony nie mogłam. Poszłam w miejsce w które przychodziliśmy z moim chłopakiem, na drodze rowerowej koło rzeki. Siadłam tam. Po chwili poszłam dalej, na most. Czułam taką niemoc... Ściskałam barierkę z całej siły. Chciałam się wyzbyć tych uczuć... Tego czegoś. Ciągle pytałam się siebie co się ze mną dzieje.[w tym momencie na chwile zeszłam z tej drogi na bok i zaczęłam walić pięściami w ziemię tak strasznie się czułam ale nagle zaczęła mnie strasznie boleć i kłóć żyła...] Nic już nie widziałam, nic nie miało sensu. Poszłam na małą wysepkę. [po drodze zobaczyłam jakichś ludzi, gapili się na mnie bo było zimno a ja wyszłam w bluzce z krótkim rękawem i bardzo krótkich spodenkach] Byłam tam dwa dni wcześniej z chłopakiem, ale coś się zmieniło... Ziemia była taka... no wyglądało jakby ktoś coś dużego tam zakopał, na początku się tym nie przejęłam, ale potem zaczęłam się temu przeglądać, wyraźnie widziałam ślady łopaty. Nagle naszła mnie dziwna myśl... Ale zignorowałam ją. Czułam że... może to głupie ale że tam ktoś jest... Że tam jest ktoś zakopany... nie rozumiałam tego, więc nie myślałam o tym tylko poszłam sobie. Jak wracałam spotkałam tych samych ludzi, stali sobie w tym samym miejscu i rozmawiali. Poszłam w stronę domu, bo powiedziałam że niedługo wrócę. Usłyszałam że ktoś za mną idzie, to był jeden z mężczyzn których mijałam. Szedł szybko więc myślałam że szybko zniknie mi z oczu, ale zamiast tego dostosował się do mojego tępa i zapytał czy to trening, powiedziałam że tak jakby spacer bo nie miałam zamiaru się mu zwierzać... nie znałam go. Lecz on po chwili zaczął opowiadać o tym... że zginęła mu żona z dzieckiem, dwa dni wcześniej. Strasznie się poczułam. Od razu pomyślałam o tej wysepce. On opowiadał o niej, pokazał mi zdjęcie, potem opowiadał o sobie, ja prawie ciągle milczałam. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, jak go pocieszyć... Rozeszliśmy się po kilku minutach. Chwilę po tym jak straciłam go z oczu wybuchłam płaczem. Pobiegłam do domu. Na klatce olśniło mnie... Znałam kobietę z tego zdjęcia... To była jakaś znajoma mojej mamy... I jego też widziałam... Nie wiem czemu nie skojarzyłam tego wcześniej. Trzepnęło mną porządnie. Nic do mnie nie dochodziło. Teraz wiem że muszę z nim pogadać, ale nie wiem jak go znaleźć, przedstawiał mi się, lecz to działo się tak szybko a ja byłam w takim stanie że nie zapamiętałam. Wiem o nim trochę szczegółów ale to za mało żebym mogła znaleźć go sama... tu już potrzebuję pomocy...
Czuję, że czułam się tak wczoraj dlatego... że musiałam tam pójść, musiałam spotkać tego mężczyznę... Po prostu tak miało być... Ale dlaczego? ;x muszę z nim pogadać... Dziś spróbuję pójść w to miejsce o tej samej porze, może dowiem się czegoś... lub spotkam go znów... choć to chyba bało możliwe.
Wczoraj wieczorem poczułam się strasznie źle. Chodziłam taka rozstrojona. Nie mogłam się na niczym skupić... Wyszłam na chwile na balkon. Miałam ochotę coś sobie zrobić... Nachodziły mnie dziwne myśli... Nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Nagle przyszło mi do głowy żeby wyjść na spacer. Było to koło 20. Wyszłam z bloku, chciało mi się płakać, a z drugiej strony nie mogłam. Poszłam w miejsce w które przychodziliśmy z moim chłopakiem, na drodze rowerowej koło rzeki. Siadłam tam. Po chwili poszłam dalej, na most. Czułam taką niemoc... Ściskałam barierkę z całej siły. Chciałam się wyzbyć tych uczuć... Tego czegoś. Ciągle pytałam się siebie co się ze mną dzieje.[w tym momencie na chwile zeszłam z tej drogi na bok i zaczęłam walić pięściami w ziemię tak strasznie się czułam ale nagle zaczęła mnie strasznie boleć i kłóć żyła...] Nic już nie widziałam, nic nie miało sensu. Poszłam na małą wysepkę. [po drodze zobaczyłam jakichś ludzi, gapili się na mnie bo było zimno a ja wyszłam w bluzce z krótkim rękawem i bardzo krótkich spodenkach] Byłam tam dwa dni wcześniej z chłopakiem, ale coś się zmieniło... Ziemia była taka... no wyglądało jakby ktoś coś dużego tam zakopał, na początku się tym nie przejęłam, ale potem zaczęłam się temu przeglądać, wyraźnie widziałam ślady łopaty. Nagle naszła mnie dziwna myśl... Ale zignorowałam ją. Czułam że... może to głupie ale że tam ktoś jest... Że tam jest ktoś zakopany... nie rozumiałam tego, więc nie myślałam o tym tylko poszłam sobie. Jak wracałam spotkałam tych samych ludzi, stali sobie w tym samym miejscu i rozmawiali. Poszłam w stronę domu, bo powiedziałam że niedługo wrócę. Usłyszałam że ktoś za mną idzie, to był jeden z mężczyzn których mijałam. Szedł szybko więc myślałam że szybko zniknie mi z oczu, ale zamiast tego dostosował się do mojego tępa i zapytał czy to trening, powiedziałam że tak jakby spacer bo nie miałam zamiaru się mu zwierzać... nie znałam go. Lecz on po chwili zaczął opowiadać o tym... że zginęła mu żona z dzieckiem, dwa dni wcześniej. Strasznie się poczułam. Od razu pomyślałam o tej wysepce. On opowiadał o niej, pokazał mi zdjęcie, potem opowiadał o sobie, ja prawie ciągle milczałam. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, jak go pocieszyć... Rozeszliśmy się po kilku minutach. Chwilę po tym jak straciłam go z oczu wybuchłam płaczem. Pobiegłam do domu. Na klatce olśniło mnie... Znałam kobietę z tego zdjęcia... To była jakaś znajoma mojej mamy... I jego też widziałam... Nie wiem czemu nie skojarzyłam tego wcześniej. Trzepnęło mną porządnie. Nic do mnie nie dochodziło. Teraz wiem że muszę z nim pogadać, ale nie wiem jak go znaleźć, przedstawiał mi się, lecz to działo się tak szybko a ja byłam w takim stanie że nie zapamiętałam. Wiem o nim trochę szczegółów ale to za mało żebym mogła znaleźć go sama... tu już potrzebuję pomocy...
Czuję, że czułam się tak wczoraj dlatego... że musiałam tam pójść, musiałam spotkać tego mężczyznę... Po prostu tak miało być... Ale dlaczego? ;x muszę z nim pogadać... Dziś spróbuję pójść w to miejsce o tej samej porze, może dowiem się czegoś... lub spotkam go znów... choć to chyba bało możliwe.
środa, 8 lutego 2012
Czy na pewno zwykła?
Dziś postanowiłam napisać coś o tym całym bagnie... Ale czy to na pewno nie przytrafia się wszystkim?
Nie wiem.
Zacznę od tego, co było ostatnio, co wydarzyło się jako pierwsze i wszystko zaczęło, co chyba zadecydowało o wszystkim... tak mi się wydaje przynajmniej.
-Moja mama, gdy zaszła w ciążę, [ma czwórkę dzieci, je się urodziłam jako druga, tylko przy moich narodzinach się to przytrafiło] miała sny o duchach, ponadto, stało się coś niezwykłego. Kiedyś chciała się zdrzemnąć [to było w czasie ciąży] i rzuciła z łóżka zmięte ciuchy na podłogę, w tym czerwona spódnica [one chyba do prasowania były] następnie poszła spać. Obudziła się, było ciemno. Zapaliła lampkę. Coś jej nie pasowało. Zorientowała się, że spódnica, złożona elegancko w kostkę leży pod jej głową. Nie była to sprawka mojego ojca. Niedługo potem miała sen, że dwa duchy, jeden starszej kobiety, drugi młodej, która ciągle się śmiała przychodzą do niej i mówią, że nie będą jej więcej straszyły, po czym stara ją przytula i obie wychodzą.
-W tamtym roku, w wakacje pojechałam jak co roku na zlot [zlot Toyoty Previi - samochodów]. Wszystko było tak jak trzeba. Lecz tym razem wszystko było inne. To wydarzenie odmieniło moje życie... Poznałam profesora Leszka Weresa który prowadził w tym ośrodku wykłady. Powiedział mi wiele o mnie [poczytajcie sobie to się dowiecie dlaczego]. Czułam jakbym znała go od zawsze dużo z nim rozmawiałam, grałam z nim na gitarze. Zbadał mnie nawet za pomocą wahadełka. To było coś niezwykłego. Powiedział też że czuje to samo... Może [nie wierzę w to ale...] w poprzednim wcieleniu przyjaźniłam się z nim? Tak to zinterpretował chłopak mojej siostry, który wiele o tym czytał i wgl...
-Wiele razy śniła mi się moja śmierć, w snach byłam duchami. Szczególnie po tym, jak mój brat się topił, jako pierwsza popłynęłam do niego i prawdopodobnie dzięki mnie przeżył. Sama ledwo przeżyłam. Było to najstraszniejsze wydarzenie w moim życiu. Nie miałam siły z nim płynąć do brzegu, ale sama poszłam na dno. Jego trzymałam ciągle na powierzchni. Nie był wcale pod wodą. Nadal nie wiem jakim cudem przeżyłam, bo był to cud.
-W moim domu najprawdopodobniej jest duch, może nawet nie jeden. Przekonałam się o jego obecności na moich urodzinach. Poza tym mieszkam blisko kościoła, naokoło którego byli chowani ludzie, co niedawno odkryto. Moja siostra uważa, że to przez pożar, który miał miejsce w moim mieszkaniu kilka lat temu, że to ogień ma tak wielką moc.
-Poznałam chłopaka... nie zwykłego. Jest rok młodszy. Nie mieszka zbyt blisko, ale to nie ważne. Poznałam go w grze. Wiem, że to dziwne, ale... jak go zobaczyłam od razu poczułam takie jakby przyciąganie. Usiadłam koło niego. Czułam, że powinnam przy nim być. I dobrze czułam. Okazało się, że jest zupełnie taki sam jak ja, tylko inna płeć. Nie wiem dlaczego mi się przytrafiają takie rzeczy... Ktoś powiedział mi, że żyję po coś. Że to ważne, ale sama muszę to odkryć... Tyle że nie potrafię.
To nie wszystko ale tu są takie najważniejsze rzeczy.
Nie wiem.
Zacznę od tego, co było ostatnio, co wydarzyło się jako pierwsze i wszystko zaczęło, co chyba zadecydowało o wszystkim... tak mi się wydaje przynajmniej.
-Moja mama, gdy zaszła w ciążę, [ma czwórkę dzieci, je się urodziłam jako druga, tylko przy moich narodzinach się to przytrafiło] miała sny o duchach, ponadto, stało się coś niezwykłego. Kiedyś chciała się zdrzemnąć [to było w czasie ciąży] i rzuciła z łóżka zmięte ciuchy na podłogę, w tym czerwona spódnica [one chyba do prasowania były] następnie poszła spać. Obudziła się, było ciemno. Zapaliła lampkę. Coś jej nie pasowało. Zorientowała się, że spódnica, złożona elegancko w kostkę leży pod jej głową. Nie była to sprawka mojego ojca. Niedługo potem miała sen, że dwa duchy, jeden starszej kobiety, drugi młodej, która ciągle się śmiała przychodzą do niej i mówią, że nie będą jej więcej straszyły, po czym stara ją przytula i obie wychodzą.
-W tamtym roku, w wakacje pojechałam jak co roku na zlot [zlot Toyoty Previi - samochodów]. Wszystko było tak jak trzeba. Lecz tym razem wszystko było inne. To wydarzenie odmieniło moje życie... Poznałam profesora Leszka Weresa który prowadził w tym ośrodku wykłady. Powiedział mi wiele o mnie [poczytajcie sobie to się dowiecie dlaczego]. Czułam jakbym znała go od zawsze dużo z nim rozmawiałam, grałam z nim na gitarze. Zbadał mnie nawet za pomocą wahadełka. To było coś niezwykłego. Powiedział też że czuje to samo... Może [nie wierzę w to ale...] w poprzednim wcieleniu przyjaźniłam się z nim? Tak to zinterpretował chłopak mojej siostry, który wiele o tym czytał i wgl...
-Wiele razy śniła mi się moja śmierć, w snach byłam duchami. Szczególnie po tym, jak mój brat się topił, jako pierwsza popłynęłam do niego i prawdopodobnie dzięki mnie przeżył. Sama ledwo przeżyłam. Było to najstraszniejsze wydarzenie w moim życiu. Nie miałam siły z nim płynąć do brzegu, ale sama poszłam na dno. Jego trzymałam ciągle na powierzchni. Nie był wcale pod wodą. Nadal nie wiem jakim cudem przeżyłam, bo był to cud.
-W moim domu najprawdopodobniej jest duch, może nawet nie jeden. Przekonałam się o jego obecności na moich urodzinach. Poza tym mieszkam blisko kościoła, naokoło którego byli chowani ludzie, co niedawno odkryto. Moja siostra uważa, że to przez pożar, który miał miejsce w moim mieszkaniu kilka lat temu, że to ogień ma tak wielką moc.
-Poznałam chłopaka... nie zwykłego. Jest rok młodszy. Nie mieszka zbyt blisko, ale to nie ważne. Poznałam go w grze. Wiem, że to dziwne, ale... jak go zobaczyłam od razu poczułam takie jakby przyciąganie. Usiadłam koło niego. Czułam, że powinnam przy nim być. I dobrze czułam. Okazało się, że jest zupełnie taki sam jak ja, tylko inna płeć. Nie wiem dlaczego mi się przytrafiają takie rzeczy... Ktoś powiedział mi, że żyję po coś. Że to ważne, ale sama muszę to odkryć... Tyle że nie potrafię.
To nie wszystko ale tu są takie najważniejsze rzeczy.
wtorek, 7 lutego 2012
Rozmowa...
Gadałam z kolegą na skype, jakieś 3 h już. Jadłam czekoladę, taką do smarowania kanapek wzięłam sobie na łyżkę. Zlizuje ; p i mówię mu że już mnie język boli a on: Za dużo go w buzi miałaś! hahahahah myślałam że jebnę ze śmiechu. Śmialiśmy się oboje 20 minut, aż mnie policzki i żebra bolały xD a to było takie śmieszne dla nas dlatego, że on często bierze kabel od słuchawek i go tak trzyma w buzi, ja wtedy zawsze do niego :wziąłeś go do buzi ;D
Normalnie myślałam że pęknę ze śmiechu, na dodatek się udławiłam xD
Normalnie myślałam że pęknę ze śmiechu, na dodatek się udławiłam xD
Sny
Hm... przez siostrę tata zabrał mi telefon na ferie [a to przecież jeszcze tydzień cały, ale mniejsza z tym].
Okazało się, że gdy zaczęłam spać bez telefonu, pamiętam z każdej nocy po 3, 4 sny. To bardzo korzystne, jeśli chcę się mieć sny świadome.
Jednak dziś... stało się coś dziwnego. Przed samym obudzeniem się miałam sen, że rozmawiałam z dorosłym człowiekiem. Bardzo poważnie. Na koniec rozmowy powiedziałam słowa "Całe życie goni nas przeszłość" i wtedy się obudziłam. To zdanie stało się dla mnie ważne. Umieściłam je w książce którą piszę. Na pierwszej stronie. Widnieje także pod tytułem mojego bloga, w opisie.
Często mam sny, w których widzę swoją śmierć. Byłam też kilka razy bardzo blisko śmierci.
Moje sny czasem mogą się w jakimś stopniu sprawdzać, tyle że wszystko w nich jest jakby poprzestawiane [np. śni mi się mój pokój, wtedy ściany mają inne barwy, albo meble są inne i w innych miejscach].
Dziwi mnie jeszcze to wszystko. Nie potrafię się w tym odnaleźć.
Okazało się, że gdy zaczęłam spać bez telefonu, pamiętam z każdej nocy po 3, 4 sny. To bardzo korzystne, jeśli chcę się mieć sny świadome.
Jednak dziś... stało się coś dziwnego. Przed samym obudzeniem się miałam sen, że rozmawiałam z dorosłym człowiekiem. Bardzo poważnie. Na koniec rozmowy powiedziałam słowa "Całe życie goni nas przeszłość" i wtedy się obudziłam. To zdanie stało się dla mnie ważne. Umieściłam je w książce którą piszę. Na pierwszej stronie. Widnieje także pod tytułem mojego bloga, w opisie.
Często mam sny, w których widzę swoją śmierć. Byłam też kilka razy bardzo blisko śmierci.
Moje sny czasem mogą się w jakimś stopniu sprawdzać, tyle że wszystko w nich jest jakby poprzestawiane [np. śni mi się mój pokój, wtedy ściany mają inne barwy, albo meble są inne i w innych miejscach].
Dziwi mnie jeszcze to wszystko. Nie potrafię się w tym odnaleźć.
Witam !
Nazywam się Gosia, mam rocznikowo 16 lat. Moje miejsce zamieszkania znajduje się w województwie Lubelskim. Uwielbiam śpiewać i grać na gitarze...
Mam chomika.. nazwałam go Łata [pomimo tego że jest cały biały ^^]
lubię oglądać horrory, ale tego nie potrzebuję gdyż iż ponieważ... moje życie to horror.
Heh... co więcej? Od zawsze interesowałam się zjawiskami parapsychicznymi... teraz wiem czemu. Ale to już w następnych notkach ;) Życzę aby fajnie się czytało, muszę w końcu to wszystko z siebie wyrzucić ; p
Mam chomika.. nazwałam go Łata [pomimo tego że jest cały biały ^^]
lubię oglądać horrory, ale tego nie potrzebuję gdyż iż ponieważ... moje życie to horror.
Heh... co więcej? Od zawsze interesowałam się zjawiskami parapsychicznymi... teraz wiem czemu. Ale to już w następnych notkach ;) Życzę aby fajnie się czytało, muszę w końcu to wszystko z siebie wyrzucić ; p
Subskrybuj:
Posty (Atom)